Rok 1409. Otępiałym wzrokiem mieszkańcy wioski Grunwald przyglądali się przedziwnie wyglądającej grupie ludzi, która od świtu przewalała się przez okoliczne drogi (oraz bezdroża), przenosząc różne ostre przedmioty, rozkładając namioty i rozpalając ogniska. Doliczono się również dwóch ostrych mieczy. Zatem rozesłano wici, a to z powodu strachu przed rycerzami w stali, którzy pojawiali się nagle i znikali, nierzadko z całym dobytkiem wioski. Tym razem wici rozesłano, ale wszystkie wróciły. Było w tym coś wysoce niepokojącego. Rada starszych, po długim głosowaniu, wybrała na ochotnika człowieka, który miał wykonać niełatwe zadanie i wyjaśnić sytuację. Według niektórych obserwatorów, zadanie przerastało siły wielu ludzi. Ale tym kimś był znany ze swojej pomysłowości, Jędrzej z Pałkot, zwany Palonym Kitem. W końcu to przecież on wymyślił i zastosował Tarczę przeciw Włóczniom Dalekiego Ciskania.
Tarcza Palonego Kita
Sąsiadami Grunwaldzian, byli wysocy, osiągający 140 cm wzrostu, bardzo bojowi ludkowie z plemienia Cisków. Do polowania używali w zasadzie wyłącznie długich kijów, które - po zaostrzeniu i wyposażeniu w ciętą końcówkę, rzucali tłumnie w kierunku , gdzie - jak mniemali, znajdowało się coś do upolowania. Niestety, z powodu tradycji plemiennych, Ciskowie jak tylko mogli, zawsze unikali walki z wrogiem. Z tego powodu zwani byli również Niepokonanymi, ponieważ jeszcze żaden nieprzyjaciel ich nie dogonił. Unikali również widoku groźnych zwierząt, które mogły swoim zachowaniem wprawić ich w stres i zakłopotanie. Rzucali tedy długie, ostre kije gdzie popadło, a czasem popadało na wioskę Grunwaldzian.
Pałkot wymyślił więc, że gdy tylko zwiad woja Rachdarka doniesie o rozpoczynającym się polowaniu zorganizowanym przez lud Cisków, natychmiast wyznaczone posterunki obsadzone wojami z rodu Patriota rozpoczną organoleptyczne namierzanie i strącanie ostrych kijów ciskanych przez Cisków. Ponieważ niełatwo szło strącanie kijów przeciw-kijami, Grunwaldzianie zaczęli ciskać tarczami. Rezultaty przeszły najśmielsze oczekiwania Pałkota i jego ludu: tarcze nie tylko wyhamowały ostre kije, ale także po chwili spadły na wioskę Cisków. Wioska była nieduża, a Cisków było w niej akurat tylu, żeby dość łatwo zginąć pod wpływem wstrząsu, jakiego doznawały ich czaszki od uderzeń tarcz i dusze z przerażenia.
Dlatego też ród Cisków przepadł w mrokach dziejów bez śladu, a ród Pałkotów rozkwitł na dobre, niestety.
Ostały się jeno niedobitki, które po wielu latach odradzać się zaczęły gromadnie, zwane po-Ciskami.
0 komentarze:
Prześlij komentarz